Kategoria: Pozostałe

  • Crowdfunding nie dla Polaków

    Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji przedstawiło propozycję nowelizacji ustawy o zbiórkach publicznych. Zaproponowane zmiany idą w najgorszym możliwym kierunku: wszelkie pozyskiwanie środków w Internecie podlegać będzie ścisłej reglamentacji urzędników. Tym samym nie tylko nie uda się uwolnić dobroczynności Polaków, ale pod znakiem zapytania stoi rozwój finansowania społecznościowego (ang. crowdfunding) w Polsce. Za pomocą serwisów takich jak kickstarter.com czy indiegogo.com zbierane są rokrocznie setki milionów dolarów. W Polsce chcąc pozyskać od internautów finansowanie na rozwój start-upu, wydanie książki, organizację imprezy dobroczynnej czy dalsze prowadzenie bloga będziemy potrzebowali każdorazowo zgody ministra Boniego.

    Gdy rok temu pierwszy raz pisaliśmy w Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej o pilnej potrzebie zmiany przepisów o zbiórkach publicznych wydawało się, że nawet jeżeli nie uda się doprowadzić do całkowitej deregulacji tej kwestii, to trudno będzie pogorszyć istniejący stan prawny. Dziś obowiązująca ustawa z 15 marca 1933 r. uznaje za zbiórkę publiczną „wszelkie publiczne zbieranie ofiar w gotówce lub naturze na pewien z góry określony cel”. Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 2004 r. rozszerza definicję „gotówki” w ten sposób, że za zbiórkę publiczną urzędnicy uznają dziś również pozyskiwanie funduszy w Internecie. Te przepisy ewidentnie naruszają konstytucyjny porządek aktów prawnych, co podkreślali wielokrotnie zarówno eksperci, jak i potwierdził wyrok sądu Sądu Rejonowego dla Krakowa-Podgórza w Krakowie z 6 lutego 2012 r.

    W trakcie trwającej dyskusji organizacji pozarządowych pojawiały się bardzo różne postulaty – od minimalistycznego, wyrażonego expressis verbis wyłączenia przelewów na konto z działania ustawy, po postulat całkowitej derogacji przepisów o zbiórkach i pozostawienie obywatelom dowolności w przekazywaniu środków na cele dobroczynne i inne. Wszystkie uczestniczące w debacie środowiska zgadzały się jednak co do tego, że przelewy nie wymagają reglamentacji, gdyż podlegają automatycznej ewidencji. Tymczasem Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji postanowiło zadziałać dokładnie odwrotnie i – w największym skrócie – przenieść szkodliwe regulacje z poziomu rozporządzenia na poziom ustawowy.

    Zgodnie z informacją na stronie internetowej Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji minister Boni wniósł do sejmowej podkomisji nadzwyczajnej, która rozpatruje rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o działach administracji rządowej oraz niektórych innych następującą poprawkę:

    W ustawie z dnia 15 marca 1933 r. o zbiórkach publicznych (Dz. U. Nr 22, poz. 162, z późn. zm. x)) wprowadza się następujące zmiany:

    1) art. 1 otrzymuje brzmienie:

    „Art. 1. Wszelkie publiczne zbieranie ofiar w środkach pieniężnych lub naturze na pewien z góry określony cel wymaga uprzedniego pozwolenia władzy.”

    2) art. 5 otrzymuje brzmienie:

    „Art. 5. Minister właściwy do spraw administracji publicznej określi, w drodze rozporządzenia, sposoby przeprowadzania zbiórek publicznych i zakres kontroli nad ich przeprowadzaniem, uwzględniając zwłaszcza potrzebę zapewnienia odpowiedniego bezpieczeństwa zbieranych ofiar oraz zróżnicowanie form przekazywania ofiar, w tym z wykorzystaniem instrumentów płatniczych. Rozporządzenie określi w szczególności formy prowadzenia zbiórek publicznych, miejsca ich prowadzenia, niezbędne dane, jakie powinien zawierać plan przeprowadzania zbiórki, sposoby sporządzania dokumentacji dotyczącej przebiegu akcji zbiórkowej, wymogi, jakim powinna odpowiadać legitymacja osoby przeprowadzającej zbiórkę publiczną, oraz niezbędne informacje, jakie powinno zawierać publiczne ogłoszenie wyników zbiórki uwzględniając zapewnienie przejrzystości i jawności prowadzonych zbiórek publicznych.”

    Ministerstwo swoją propozycję prezentuje jako innowacyjny sukces: już wkrótce zbiórki publiczne będzie można przeprowadzać jednym kliknięciem albo esemesem.  Tymczasem  zawarta w nowelizacji zamiana „gotówki” na „środki pieniężne” (art.1) i dodanie do artykułu 5. „wykorzystania instrumentów płatniczych” oznacza  nie tylko więcej kontroli nad działalnością dobroczynną w Polsce, ale też blokuje możliwość rozwoju finansowania społecznościowego w Polsce. Powstają dziś pierwsze platformy, które pozwalają młodym artystom czy przedsiębiorcom pozyskiwać finansowania dla swoich projektów wśród polskich internautów, a nie na zagranicznych portalach. Nieliczni odważni liczyli, że w razie kłopotów uda im się przed sądem udowodnić, że są ścigani na podstawie niekonstytucyjnego rozszerzenia delegacji ustawowej. Nowelizacja Boniego sprawia, że wszyscy poszukujący wsparcia finansowego  przeniosą się za granicę, a innowatorzy stracą zainwestowane w portale pieniądze.

    Gdy Michał Boni mówił, że polskie prawo musi „otworzyć się” na crowdfunding można było mieć nadzieję, że rzeczywiście kierowane przez niego „innowacyjne” ministerstwo będzie działało na rzecz stworzenia takich ram regulacyjnych, które pozwolą na rozwój dobroczynności i przedsiębiorczości za pomocą najnowszych technologii i trendów internetowych. Okazało się jednak, że rację mieli sceptycy widzący w słowach Boniego zasłonę dymną dla zwiększania obszarów regulacji i kontroli nad działalnością obywateli.

    Stare powiedzenie mówi, że gdy wydaje ci się, że jesteś na dnie, nagle słyszysz pukanie od spodu. Wydawałoby się, że w skrajnie anachronicznym i przeregulowanym systemie prawnym niewiele można jeszcze popsuć. Tymczasem pod sztandarem „otwierania” polskiego prawa i „wprowadzania innowacji” minister Boni postanowił przeforsować przepisy bardziej szkodliwe i niedopasowane do realiów XXI wieku niż sanacyjna ustawa w latach 30-tych minionego wieku. Tym samym dał zwolennikom deregulacji kolejny argument na rzecz tego, by przepisy o zbiórkach publicznych w całości usunąć z polskiego systemu prawnego.  Dowiódł, że urzędnicy wykorzystają każdą szansę na zwiększanie swojej kontroli nad pieniędzmi obywateli ze szkodą dla wolności, innowacyjności i dobra wspólnego.

  • Koncepcja operacyjna wojny powietrzno-morskiej na zachodnim Pacyfiku

    W maju 2010 roku waszyngtoński think tank CSBA opublikował raport „AirSea Battle: A Point-of-Departure Operational Concept”. Napisali go Jan van Tol, Mark Gunzinger, Andrew Krepinevich i Jim Thomas. Punkt wyjścia był prosty: Chiny budują zdolności antydostępowe (A2/AD), które mogą sprawić, że amerykańska obecność na zachodnim Pacyfiku stanie się zbyt ryzykowna i zbyt kosztowna. Waszyngton ma więc dwie drogi. Albo pogodzi się ze zmianą równowagi sił, albo znajdzie sposób, żeby ją zrównoważyć.

    Dwa etapy konfliktu

    Autorzy dzielą hipotetyczną wojnę na dwie fazy. W pierwszej USA i sojusznicy muszą przetrwać uderzenie wyprzedzające na bazy, zwłaszcza lotniska, i szybko odpowiedzieć. Potem przychodzi kampania „oślepiania”. Cyberataki, działania przeciw satelitom i walka elektroniczna mają odciąć chińskie siły od danych rozpoznawczych. Bez nich duży arsenał pocisków precyzyjnych traci skuteczność. Równolegle trwa zwalczanie wyrzutni rakietowych i blokowanie chińskiej floty, zanim wyjdzie na otwarty ocean.

    Druga faza to przejęcie inicjatywy: daleka blokada chińskich szlaków morskich, przerzut zaopatrzenia na wypadek długiej wojny i zwiększenie produkcji amunicji precyzyjnej.

    Najbardziej sporny punkt

    Kontrowersje wzbudził postulat uderzeń w cele na terytorium Chin kontynentalnych, w tym w systemy dowodzenia i rozpoznania. CSBA przekonywało, że to strategia równoważenia potencjału, a nie plan wojny z Pekinem. Krytycy widzieli w tym jednak ryzyko eskalacji.

    Co dalej z koncepcją

    Pentagon przejął ideę. Pod koniec 2011 roku powstało biuro Air-Sea Battle, a w 2012 roku koncepcja weszła do Joint Operational Access Concept. W 2013 roku biuro podkreślało już, że to koncepcja wspierająca, a nie plan operacyjny wymierzony w konkretnego przeciwnika. W Polsce szerzej opisał ją Jacek Bartosiak w książce „Pacyfik i Eurazja. O wojnie” z 2016 roku.

  • Problematyka regulacji rynku firm pożyczkowych w Polsce – nowy raport Fundacji Republikańskiej

    Firmy pożyczkowe to nie parabanki i nie trzeba ich obejmować szerokim nadzorem finansowym. Taką tezę stawia raport „Problematyka regulacji rynku firm pożyczkowych w Polsce”, który Fundacja Republikańska przedstawiła 23 kwietnia 2013 roku. Autorem opracowania jest Łukasz Czernicki, ekspert fundacji. Według jej Centrum Analiz to pierwsza tak obszerna analiza tej branży w Polsce.

    Debata po Amber Gold

    Raport nie powstał w próżni. Po upadku Amber Gold wróciło pytanie, czy pozabankowy rynek finansowy nie wymknął się państwu spod kontroli. Komisja Nadzoru Finansowego zaproponowała objęcie firm pożyczkowych szerokim nadzorem. Fundacja uznała ten pomysł za chybiony i postanowiła sprawdzić, jakie formy regulacji w ogóle wchodzą w grę i co z nich wyniknie.

    Autor patrzy na problem z dwóch stron. Pierwsza to przejrzystość i bezpieczeństwo rynku finansowego. Druga to swoboda prowadzenia działalności pożyczkowej. Raport opisuje rynek w Polsce i w Europie, ocenia obowiązujące przepisy i proponuje własne rozwiązania.

    Kto pożycza w firmach pożyczkowych

    Czernicki zwraca uwagę na segment, w którym działają te firmy. To najmniejsze i najkrótsze pożyczki, którymi banki często w ogóle się nie zajmują. Z usług pożyczkodawców korzystają też ludzie, którzy kredytu w banku nie dostaną. Z tej perspektywy branża zmniejsza wykluczenie finansowe, zamiast je pogłębiać.

    A wysokie koszty? Raport ich nie ukrywa, ale tłumaczy, skąd się biorą. Obsługa małej pożyczki na krótki okres kosztuje proporcjonalnie więcej, ryzyko jest wyższe, a firmy pożyczkowe płacą więcej za pozyskanie kapitału niż banki, które mają depozyty. Zarzuty o lichwę autor uznaje za nieuzasadnione w świetle analizy ekonomicznej.

    Zagrożenie dla systemu? Według raportu nie

    Najważniejszy wniosek dotyczy stabilności. Rynek jest niewielki w porównaniu z bankowym, a model biznesowy firm pożyczkowych autor ocenia jako stabilny. Dlatego jego zdaniem branża nie zagraża systemowi finansowemu i nie powinna nosić etykiety „parabanków”.

    Skoro tak, rola regulatora ma być ograniczona. Państwo powinno dbać przede wszystkim o przejrzystość i wspierać konkurencję, a nie budować nadzór na wzór bankowego. Zamiast nadzoru KNF fundacja proponowała obowiązek rejestracji firm pożyczkowych w UOKiK.

    Druga konkretna rekomendacja dotyczy klienta. W komunikacji z nim firmy miałyby posługiwać się wyłącznie RRSO, czyli rzeczywistą roczną stopą oprocentowania. Wtedy każdy mógłby porównać pożyczkę z kredytem bankowym bez rozszyfrowywania prowizji i opłat.

    Ciekawie wypada też ocena banków. Plany zwiększenia ich obecności w segmencie pożyczek i kredytów gotówkowych raport przyjmuje pozytywnie. Więcej graczy na rynku oznacza większą konkurencję i łatwiejszy dostęp do pieniędzy, a z czasem może obniżyć ceny.

    Kto wziął udział w prezentacji

    Raport zaprezentowano w Centrum Prasowym PAP w Warszawie. Obok autora wystąpili Henryk Baranowski, dyrektor Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej, prof. Włodzimierz Szpringer, wykładowca SGH i UW, oraz Andrzej Roter, dyrektor generalny Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

  • Minister Finansów przymyka oko na nielegalny tytoń

    Coroczne podwyżki akcyzy na papierosy i tytoń do palenia przekładają się na wyraźny wzrost przemytu i spożycia nielegalnych wyrobów tytoniowych. Szacuje się, że już połowa wypalanego w Polsce tytoniu pochodzi ze sprzedaży nielegalnej. Nie wpływa to na politykę Ministerstwa Finansów, które podwyższa akcyzę znacznie szybciej niż wynika to z naszych zobowiązań wobec Unii Europejskiej. Jednocześnie Ministerstwo nie robi nic, żeby ograniczyć spożycie tytoniu nielegalnego. A budżet państwa traci na tym co roku miliardy złotych.

    Wchodząc do Unii zobowiązaliśmy się do podwyższania akcyzy od wyrobów tytoniowych. Polska wynegocjowała sobie jednak okres przejściowy do 1 stycznia 2018 roku, kiedy to pułap minimalny akcyzy ma wynieść 90 euro za tysiąc sztuk papierosów. Ciekawe, że rząd PO-PSL podwyższa akcyzę znacznie szybciej niż to wynika z unijnych zobowiązań. W obecnym tempie akcyza osiągnie bowiem wymagany poziom już w przyszłym roku. Tymczasem Polska ma jeden z najwyższych w UE udział podatków w cenie papierosów – akcyza i VAT stanowią obecnie 85% ceny paczki. W rezultacie tych podwyżek w ostatnich latach Polska z kraju tranzytowego stała się dla przemytu krajem docelowym. Kwitnie też nielegalny handel liśćmi tytoniowymi.

    Z danych przedstawianych przez producentów wynika, że miesięcznie w Polsce sprzedaje się około 450 ton tytoniu do palenia. Natomiast według bardzo ostrożnych szacunków, tubek papierosowych sprzedaje się w Polsce miesięcznie minimum 700 mln sztuk. Co to oznacza? Zakładając, że jeden papieros zawiera 1 gram tytoniu (choć niektórzy producenci mówią nawet o 0,8 grama), widać wyraźnie, że sprzedaż tubek jest prawie dwukrotnie większa niż sprzedaż tytoniu.

    Potwierdza to raport agencji badawczej ACNielsen z kwietnia tego roku, z którego wynika, że już połowa rynku tytoniu do palenia jest nielegalna. Jeśli chodzi o papierosy, to według badań agencji Almares ze sprzedaży nielegalnej pochodzi 15% papierosów konsumowanych w Polsce. Związane z tym straty budżetu, wynikające z braku odprowadzenia akcyzy i VAT, szacowane są na 5 miliardów złotych rocznie (ok. 4 mld na papierosach i ok. 1 mld na tytoniu do palenia).

    Powszechność nielegalnego rynku oraz łatwość dostępu do tytoniu łatwo sprawdzić. W Internecie po wpisaniu frazy „sprzedam tytoń do palenia” można znaleźć wiele ofert, w których cena za kilogram nie przekracza 100 zł. Tymczasem podatki jakimi obciążony jest tytoń do palenia przedstawiają się następująco. Od każdego kilograma tytoniu należy odprowadzić akcyzę w wysokości: 115,86 zł + 31,41% maksymalnej ceny detalicznej. A do ceny dochodzi jeszcze 23% VAT. W rezultacie cena kilograma tytoniu do palenia na rynku legalnym jest wyższa niż 260 zł.

    Ministerstwo Finansów poszukując nowych źródeł dochodów od paru lat idzie na łatwiznę. Podwyższa podatki, choć mogłoby zwiększyć dochody likwidując luki w dotychczasowych przepisach. To wymagałoby jednak oparcia się na rzeczywistych, a nie pozorowanych, a nawet motywowanych ideologicznie, ocenach społeczno-gospodarczych skutków podwyżek. Badania takie wykazują, że podwyżki prowadzą do zwiększania się szarej strefy, grożą więc spadkiem wpływów do budżetu. Dlatego też coraz więcej państw zachodnich obniża w ostatnich latach akcyzę od wyrobów tytoniowych. W tym roku akcyzę obniżyły choćby Dania i Portugalia.[1]

    Orędownicy kampanii antytytoniowych przyklaskują Ministerstwu Finansów w polityce podwyższania akcyzy od wyrobów tytoniowych. Liczą na to, że w jej efekcie Polacy ograniczą palenie. Ignorują przy tym jednak badania wskazujące, że w efekcie podwyżek produkty legalne zastępowane są produktami pochodzącymi z szarej strefy, których skład w żaden sposób nie jest nadzorowany przez Ministerstwo Zdrowia. Ignorują też doświadczenia historyczne. Tymczasem przecież od czasów wielkiego eksperymentu socjotechnicznego jakim była prohibicja w latach 20-tych ubiegłego wieku w USA, wiadomo, że radykalne ograniczanie dostępności używek przekłada się na wzrost przemytu, szarej strefy i rozwój zorganizowanej przestępczości. Obecna nieprzemyślana polityka Ministerstwa w odniesieniu do wyrobów tytoniowych nie służy zatem nikomu – ani palącym, ani budżetowi państwa.

  • Mamy najwięcej zawodów regulowanych w Europie

    Polska ogranicza dostęp do największej liczby zawodów spośród wszystkich państw europejskich. Zawodów w różny sposób reglamentowanych jest u nas aż 380. Dla porównania Niemcy ograniczają dostęp do 152 zawodów, Francja do 150, Holandia do 134, a Estonia jedynie do 47 zawodów.

    Tak wielka liczba zawodów reglamentowanych w Polsce przekłada się na rosnące bezrobocie wśród absolwentów, na emigrację zarobkową Polaków, na wysokie koszty usług, na wyzysk młodych pracowników, na wysokie koszty funkcjonowania państwa, na inflację prawa, i wreszcie na obniżenie konkurencyjności polskiej gospodarki.

    Z tych powodów Fundacja Republikańska opracowała raport omawiający wymogi potrzebne do wykonywania poszczególnych zawodów oraz analizujący te przepisy pod kątem zasadności wprowadzania konkretnych ograniczeń z punktu widzenia ochrony interesu publicznego. W raporcie proponujemy zdecydowane obniżenie wymagań lub całkowite zniesienie ograniczeń w przypadku większości zawodów w tej chwili zamkniętych. Wprowadzenie zmian rekomendowanych w raporcie dałoby Polsce 10 miejsce w zestawieniu państw europejskich o najniższym poziomie reglamentacji dostępu do zawodów.

    Przed kandydatami do omawianych 380 zawodów stawiane są obecnie bariery w postaci odpowiedniego wykształcenia, egzaminów państwowych lub korporacyjnych, konieczności uzyskania wpisu do rejestru po spełnieniu określonych warunków, wymogów doświadczenia i praktyk zawodowych, a także różnych dodatkowych kryteriów, takich jak niekaralność, świadectwa zdrowia, etc.

    Trudno nie dostrzec związku między olbrzymią liczbą zawodów regulowanych a dynamicznie rosnącym bezrobociem wśród absolwentów. Według Eurostatu udział młodych bez pracy wśród ogółu bezrobotnych w Polsce w pierwszym kwartale 2011 roku sięgnął 25%. Bezrobocie wśród młodych jest u nas wyraźnie powyżej średniej europejskiej (20%). W ciągu ostatnich 3 lat wzrosło ono o około 7%, a Polska wyprzedziła w tym niechlubnym rankingu m.in. Rumunię, Szwecję i Francję.

    Minister Michał Boni w raporcie „Młodzi 2011” poszukuje rozwiązania problemu bezrobocia wśród absolwentów proponując, między innymi, wprowadzenie doradców zawodowych w gimnazjach. Naszym zdaniem znacznie bardziej skutecznym sposobem byłoby zdecydowane otwarcie dostępu do zamkniętych korporacji zawodowych.

    Uważamy, że reglamentowanie dostępu do tak wielkiej liczby zawodów oznacza ograniczenie wolności i praw konstytucyjnych. Zgodnie z art. 65 ust. 1 Konstytucji RP każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Ograniczeniem tej wolności może być jedynie ochrona wartości wyższych takich jak zdrowie czy bezpieczeństwo publiczne.

    Obecny poziom reglamentacji zawodów w większości przypadków nie spełnia kryterium ochrony interesu publicznego. Jest natomiast zabezpieczeniem partykularnych interesów obecnych członków korporacji, ograniczaniem konkurencji i zbędnym utrudnieniem dla kandydatów do zawodów. Jeśli polska gospodarka ma na równi konkurować z gospodarkami pozostałych państw europejskich potrzebne jest zdecydowane ograniczenie liczby zawodów regulowanych.

  • Deregulacja zbiórek publicznych – stan debaty

    Postulat gruntownej deregulacji przepisów o zbiórkach publicznych zyskuje poparcie najróżniejszych środowisk pozarządowych i polityków różnych opcji politycznych. Pojawiają się kolejne projekty zmiany obowiązującej ustawy, a w najbliższym czasie ostatecznie kompetencje do zajmowania się tą kwestię z rąk „siłowego” Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przejmie „innowacyjne” Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Warto usystematyzować najważniejsze wydarzenia w tej sprawie i zastanowić się nad skuteczną drogą wypracowania propozycji dobrych regulacji w zakresie zbiórek publicznych.

    Opublikowany na początku stycznia na łamach cafr.pl tekst dotyczący regulacji ograniczających przeprowadzanie zbiórek publicznych spotkał się ze znaczącym zainteresowaniem mediów, przedstawicieli organizacji pozarządowych i środowisk zainteresowanych stworzeniem nowoczesnych ram regulacyjnych dla rozwoju finansowania społecznościowego w Polsce. O problemie pisał m.in. Gość Niedzielny, Rzeczpospolita, portal niezależna.pl. Na bieżąco informacje w tej sprawie publikuje branżowy portal ngo.pl. Stanowisko zbieżne z naszym postulatem daleko idącej deregulacji opublikowało Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza[6]. Sprawie pomogło też zamieszanie wokół ACTA, które skłoniło Piotra Vaglę Waglowskiego do uwzględnienia problemów dotyczących crowdfundingu w jego propozycji „konstruktywnej agendy dla postpolitycznego społeczeństwa informacyjnego”.

    1. 1.       Deklaracja Boniego: otworzyć polskie prawo dla crowdfundingu

    25 stycznia na wspólnym posiedzeniu Komisji ds. Unii Europejskiej, Komisji Kultury i Środków Przekazu i Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii minister administracji i cyfryzacji Michał Boni odniósł się do przedstawionych przez Piotra Waglowskiego postulatów.

    Powinniśmy sobie uświadomić, że potrzebna jest szersza dyskusja na temat różnych spraw związanych z funkcjonowaniem Internetu w Polsce. (…) Powinniśmy być w ciągu tygodnia gotowi ze wskazaniem obszarów, nad którymi warto toczyć dyskusję na temat utrzymania, a nawet wzmocnienia wszystkich swobód, które w Internecie funkcjonują. (…) Drugi obszar dotyczy crowdfundingu – różnych form finansowania niektórych przedsięwzięć. Przy okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy mieliśmy taki przykład i przepisy prawne muszą się na to otworzyć. Jest również – dla tych, którzy naprawdę interesują się Internetem – jeszcze jedno zjawisko i jeden proces zwany corwdsourcingiem, który polega na tym, że szuka się wspólnych rozwiązań poprzez debatę internetową. Myślę, że o takich sprawach również warto dyskutować i będziemy chcieli dyskutowac.

    1. 2.       Interpelacje Przemysława Wiplera ws. zbiórek publicznych i finansowania społecznościowego

    We współpracy z Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej poseł Przemysław Wipler napisał i złożył dwie istotne dla dalszych działań deregulacyjnych interpelacje: w sprawie wydawania pozwoleń na przeprowadzenie zbiórek publicznych do ministra spraw wewnętrznych i w sprawie planowanych zmian przepisów blokujących rozwój finansowania społecznościowego w Polsce do ministra administracji i cyfryzacji. Interpelacje wpłynęły do Sejmu 6 lutego. Poza znanymi argumentami na rzecz dereglamentacji działalności dobroczynnej w interpelacji do Michała Boniego podkreślone zostały też szanse, jakie stworzenie nowoczesnych ram regulacyjnych dla finansowania społecznościowego tworzy dla polskich przedsiębiorców:

    Uruchomienie inicjatyw opartych o ideę finansowania społecznościowego w zakresie działalności dobroczynnej i kulturalnej wymaga w pierwszej kolejności nowelizacji lub całkowitej derogacji przepisów określających zasady prowadzenia zbiórek publicznych. Jednocześnie potencjalny rozwój finansowania społecznościowego dla innowacyjnych przedsiębiorstw, start-upów i małych firm może zostać zablokowany innymi przepisami prawa. To szczególnie niepokojące, gdy weźmie się pod uwagę niedawno opublikowane dane ZUS pokazujące, że w 2011 roku powstało w Polsce tylko 37 tysięcy nowych firm, podczas gdy w poprzednich latach powstawało średnio między 80-100 tysięcy nowych przedsiębiorstw. W tej sytuacji pozyskiwanie kapitału ze społeczności tworzy perspektywę dokapitalizowania innowacyjnych pomysłów przy jednoczesnej partycypacji w zyskach szerokiej rzeszy inwestorów.

    W interpelacjach pojawiły się m.in. pytania o inne niż przepisy o zbiórkach publicznych zidentyfikowane przez MAC regulacje, które mogą stanowić ograniczenie dla rozwoju finansowania społecznościowego w Polsce, liczbę wniosków o pozwoleń na zbiórkę publiczną złożonych do MSW i innych organów w 2011 r., czas rozpatrywania wniosku o pozwolenie na przeprowadzenie zbiórki publicznej etc.

    Przedstawiciele obu ministerstw wystąpili o przedłużenie regulaminowego terminu odpowiedzi na interpelacje. Do dziś odpowiedzi nie zostały opublikowane na stronach Sejmu RP.

    1. 3.       Nowelizacja ustawy w Sejmie: zagrożenie doregulowania?

    21 lutego Rada Ministrów przyjęła projekt Ustawy o zmianie ustawy o działach administracji rządowej i niektórych innych ustaw. Intencją części nowelizacji jest przekazanie części kompetencji pozostałych ministerstw do MAC, które powstało na początku tej kadencji parlamentu. Minister Boni sam określił  MAC jako „ministerstwo w instalacji”. Choć istnieje już blisko pół roku, dopiero ta zmiana prawa ostatecznie pozwoli mu w pełni wypełniać swoje obowiązki. Dotychczas w kwestii wydawania pozwoleń na przeprowadzenie zbiórek publicznych panował swoisty dualizm resortowy: zgodnie z Ustawą o działach administracji rządowej leżało to w kompetencjach ministra Boniego, jednak niezmieniona treść Ustawy o zbiórkach publicznych wciąż mówi o ministrze właściwym ds. wewnętrznych. Przyjęty przez Radę Ministrów projekt nowelizacji porządkuje te kwestie. Projekt nowelizacji został wysłany do Sejmu 23 lutego, a 16 marca odbyło się pierwsze czytanie projektu. Projekt skierowano do dalszych prac.

    Projekt w obecnie formie – poza przekazaniem kompetencji do MAC – uwzględnił jeden z przedstawionych przez nas postulatów deregulacyjnych. Zgodnie z dziś obowiązującym brzmieniem Ustawy o zbiórkach publicznych by zorganizować zbiórkę, z której ofiary mają być przekazane zagranicę, trzeba nie tylko zgody ministra spraw wewnętrznych, ale również szefa dyplomacji i ministra finansów. W ramach konsultacji międzyresortowych – i wobec perspektywy przekazania problematyki w kompetencje MAC – ministerstwo spraw wewnętrznych samo zaproponowało uproszczenie tych przepisów i pozostawienie wymagania legalizacji zbiórki jedynie przez ministra właściwego ds. administracji. To bez wątpienia dobry znak, który pokazuje skuteczność zabiegów organizacji pozarządowych na rzecz likwidacji największych legislacyjnych absurdów krępujących w Polsce dobroczynność.

    W czasie prezentacji projektu w Sejmie Michał Boni zapowiedział również, że możliwe są dalsze zmiany obowiązujących przepisów:

    Do zakresu obowiązków ministra administracji i cyfryzacji, w odpowiedniej dziedzinie, w dziale dotyczącym administracji publicznej przenosi się także zbiórki publiczne, to jest art. 2 projektu ustawy. Wydaje się, że istotne znaczenie ma to, że minister zajmujący się administracją będzie tutaj wydawał zgodę. Myślę, że na posiedzeniu komisji będziemy również dyskutowali coś, co państwo możecie wnieść jako poprawkę, a co oznaczałoby zróżnicowanie form przekazywania środków w zbiórkach publicznych oraz użycie różnych instrumentów płatniczych. Jest publiczne pytanie, które bywa zadawane, czy zbiórki publiczne mogą się odbywać drogą elektroniczną.

    Ewentualne uznanie w ustawie pozyskiwania funduszy drogą elektroniczną za zbiórkę publiczną oznaczałoby poszerzenie zakresu regulacji i przeniesienie kontrowersyjnej dziś pod względem konstytucyjnym definicji zbiórki publicznej z poziomu rozporządzenia na poziom ustawowy. Przypomnijmy, że zgodnie z obecnym brzmieniem ustawy wszelkie publiczne zbieranie ofiar w gotówce lub naturze na pewien z góry określony cel wymaga pozwolenia właściwego terenowo organu władzy. To rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 6 listopada 2003 r. wprowadziło definicję, zgodnie z którą Zbiórka publiczna ofiar w gotówce może być prowadzona w formie dobrowolnych wpłat na kontro, założone osobno dla każdej zbiórki publicznej przez przeprowadzającego zbiórkę publiczną, a rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 18 marca 2004 rozszerzyło ją również o zbiórki za pomocą smsów (Zbiórka publiczna ofiar w gotówce może być prowadzona w formie  (…) sprzedaży przedmiotów i usług).

    1. 4.       Wyrok w sprawie Histmag: zbiórka w sieci nie jest zbiórką publiczną!

    6 lutego zapadł pierwszy w Polsce wyrok, który jednoznacznie uznał wątpliwości krytyków opisywanego rozporządzenia. Wydawca portalu Histmag.org w październiku 2011 roku otrzymał wezwanie na komisariat w związku z podejrzeniem o popełnieniu wykroczenia z art. 56 Kodeksu Wykroczeń, polegającego na prowadzeniu zbiórki publicznej bez stosownego zezwolenia. Rzeczywiście twórcy portalu apelowali do swoich czytelników o wpieranie portalu darowiznami na wskazany numer konta. Wydawca otrzymał za pośrednictwem Piotra Waglowskiego wsparcie krakowskiej kancelarii prawnej.

    Sąd wywiódł, że § 1 rozporządzenia z 6 listopada 2003 r. wykracza poza delegację ustawową zawartą w art. 5. Ustawy o zbiórkach publicznych. Zgodnie z uzasadnieniem wyrokuSądu Rejonowego dla Krakowa-Podgórza w Krakowie, Wydział XI Karny, z 6 lutego 2012 r. (sygn. akt. XI W 1497/11/P):

    Zdaniem Sądu w żadnej mierze nie można przyjąć, iż obrót bezgotówkowy (przelewy elektroniczne i system PayPal) jest zbieraniem ofiar w gotówce i naturze w rozumieniu cytowanej ustawy. Kłóci się to bowiem z intuicyjnym znaczeniem słowa „gotówka” jak i stoi w sprzeczności ze znaczeniem słownikowym. Słusznie, zdaniem Sądu, wskazuje obrońca obwinionego, że definicja zbiórki publicznej poprzez zbieranie ofiar w gotówce lub w naturze odnosi się do obrotu gotówkowego, a nie bezgotówkowego. Dodatkowo mieć należy na względzie, że skoro ustawodawca – mając taką możliwość – nie znowelizował ustawy w ten sposób, że rozszerzył obowiązek uzyskania zezwolenia na zbiórki prowadzone w sposób bezgotówkowy, to takiego obowiązku nie chciał nałożyć na podmioty organizujące zbiórki. (…) Zgodnie z hierarchią aktów prawa rozporządzenie jest wydawane na podstawie i w celu wykonania ustawy. Tym samym może precyzować jedynie przepisy ustawowe w takim zakresie, na jaki pozwala delegacja ustawowa. W tym przypadku, w ocenie Sądu, treść rozporządzenia wykracza poza delegację ustawową zawartą w przepisach ustawy o zbiórkach publicznych i prowadzi do sprzeczności z ustawą, na podstawie której zostało wydane. Zdaniem Sądu rozporządzenie rozszerza samo pojęcie zbiórki – opisane w ustawie – co w polskim systemie prawa jest niedopuszczalne.

    Wyrok nie pozostawia wątpliwości, że po wejściu w życie opisanej w punkcie 4 nowelizacji Minister Administracji i Cyfryzacji będzie musiał wydać nowe rozporządzenie zgodne z delegacją ustawową.

    1. 5.       Konferencja Ruchu Palikota

    19 marca 2012 r. w Sejmie odbyła się konferencja prasowa, na której posłowie Ruchu Palikota Wincenty Elsner i Artur Dębski przedstawili założenia nowelizacji Ustawy o zbiórkach publicznych. Przedstawiono główne cele projektowanej nowelizacji ustawy o zbiórkach publicznych:

    1. Usunięcie niejednoznaczności interpretacyjnych dotyczących tego, czym jest zbiórka publiczna. Jeżeli zbiórki publicznej nie ma, to nie ma potrzeby występowania o jakiekolwiek zgody.

    2. Ułatwienie prowadzenia zbiórek publicznych, w tym zbiórek publicznych w Internecie. Ruch Palikota proponuje zmianę procedury tak, aby zainteresowany podmiot zgłaszał warunki przeprowadzenia zbiórki w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji. Jeżeli w ciągu dwóch tygodni nie zostałaby wydana decyzja zabraniająca przeprowadzenia zbiórki, zbiórka mogłaby zostać zrealizowana zarówno w realu jak i w Internecie.

    3. Umożliwienie zainteresowanym osobom – beneficjentom zbiórki publicznej – inicjowania zbiórki pieniędzy ze wskazaniem na konto instytucji wyższej użyteczności, która następnie nadzorowałaby sposób wydatkowania środków.

    4. Legalizacja crowdfundingu – finansowania społecznościowego. Podobnie jak to dzieje się w innych krajach, na polskich stronach internetowych moglibyśmy legalnie zamieszczać przyciski „Wspomóż mnie” i stymulować rozwój serwisów, finansowanych przez społeczność internetową

    Dotychczas na stronach internetowych partii nie pojawił się projekt ustawy, a jedynie informacja streszczająca konferencję prasową. Fakt zainteresowania się przez posłów Ruchu Palikota problematyką zbiórek publicznych i finansowania społecznościowe należy ocenić pozytywnie. Przedstawione założenia do prac nad nowelizacją należy jednak jednoznacznie skrytykować, gdyż w praktyce obok pewnych uproszczeń administracyjnych oznaczać będą wzmocnienie regulacji pozyskiwania funduszy w Internecie i rozszerzenie ustawowej definicji zbiórki.

    1. 6.       Spotkanie w Kancelarii Prezydenta: Forum Darczyńców za deregulacją

    29 marca w Kancelarii Prezydenta RP odbyło się spotkanie dotyczące zbiórek publicznych z przedstawicielami organizacji pozarządowych. Gospodarzem spotkania było Biuro Polityki Społecznej Kancelarii Prezydenta RP, a jego inicjatorem doradca Prezydenta RP ds. społecznych Henryk Wujec. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele różnych środowisk pozarządowych, m.in. Forum Darczyńców, Fundacji Anioły Filantropii, WWF Poland, Forum Obywatelskiego Rozwoju, Związku Harcerstwa Polskiego i Fundacji Republikańskiej, a także przedstawiciele MSW i MAC.

    Najważniejszym elementem spotkania było przedstawienie przez p. Ewę Kulik-Bielińską, dyrektor Fundacji im. Stefana Batorego, propozycji kierunku zmian nowelizacji Ustawy o zbiórkach publicznych wypracowaną w ramach Forum Darczyńców. Forum Darczyńców od lat postulowało zmianę regulacji dotyczących zbiórek publicznych, jednak deklarowało jedynie chęć zmiany obowiązującego rozporządzenia[15].  Po raz pierwszy przedstawiono założenia do kompleksowej nowelizacji ustawy. Stwierdzono m.in.:

    • Nowa ustawa powinna iść w kierunku deregulacji i ograniczyć wymóg ubiegania się o pozwolenie na przeprowadzanie zbiórki publicznej do tych przypadków, w których brak jest innych form kontroli pozyskiwanych środków.
    • Regulacje dotyczące zbiórki publicznej powinny odnosić się jedynie do fizycznego zbierania ofiar i datków (gotówki i darów rzeczowych) w przestrzeni publicznej, czyli zbierania do puszek i koszy na ulicy, w miejscach publicznych lub chodzenia od domu do domu.
    • O publicznych charakterze zbiórki decydować powinien fakt publicznego zbierania ofiar, a nie publiczny apel o wsparcie w mediach tradycyjnych i elektronicznych.
    • Z rygorów zbiórki publicznej wyłączone powinny być wszystkie formy pozyskiwania środków przez zarejestrowane organizacje pozarządowe, w których ma miejsce automatyczne ewidencjonowanie darów, a darczyńca może skorzystać ze zwolnień podatkowych: a więc wpłaty na konto bankowe, wpłaty za pomocą SMSów i audiotele, wpłaty on-line.
    • Zamiast zezwolenia na przeprowadzenie zbiórki należy rozważyć zgłoszenie zamiaru jej przeprowadzenia, tak jak jest to w przypadku Ustawy o zgromadzeniach. Brak pisemnej odpowiedzi organu, u którego zgłoszono zamiar przeprowadzenia zbiórki w ustalonym w ustawie terminie (np. 7 dni) oznacza zgodę na przeprowadzenie zbiórki.

     Propozycje Forum Darczyńców napawają optymizmem. Organizacja, do której należą przedstawiciele tak poważnych podmiotów jak m.in. Fundacja Batorego, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, Fundacja Polsat, Fundacja TVN Nie Jesteś Sam i wielu innych wielkich, głównie korporacyjnych fundacji, opowiedziała się za daleko idącą deregulacją i uproszczeniami w procesie przeprowadzania zbiórek publicznych. Oczywiście nie oznaczają one całkowitego uwolnienia pozyskiwania funduszy na działalność dobroczynną (i nie tylko), ale stanowią krok w dobrą stronę w porównaniu z dziś obowiązującymi regulacjami.

    Przedstawione postulaty są punktem wyjścia do dyskusji wśród przedstawicieli różnych organizacji pozarządowych, która ma się odbyć w czwartek 5 kwietnia w Fundacji Batorego.

    1. 7.       Polskie Towarzystwo Crowdfundingu

    30 marca w Warszawie powstało Polskie Towarzystwo Crowdfundingu. Karol Król, jeden z inicjatorów powstania stowarzyszenia i najważniejszy propagator idei finansowania społecznościowego w Polsce, zamieścił krótką relację z tego wydarzenia na swoim blogu:

    Główne priorytety i cele statutowe to promocja mechanizmu finansowania społecznościowego oraz analiza i konsultacje istniejącego otoczenia prawnego, które mają zostać zakończone propozycją ustawy lub szczegółowym wskazaniem obszarów nadmiernej, niedostatecznej lub ograniczającej rozwój regulacji istniejącej obecnie.

    Naturalnie jednym z aspektów działalności stowarzyszenia będzie opiniowanie i ewentualne proponowanie regulacji dotyczących zbiórek publicznych. Co istotne, w spotkaniu wzięli udział przedstawiciele bardzo różnych środowisk: prawnicy, przedsiębiorcy, twórcy start-upów, fundraiserzy i przedstawiciele organizacji społecznych (w tym Fundacji Republikańskiej i Forum Obywatelskiego Rozwoju) i kulturalnych (Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana). Zróżnicowane perspektywy członków-założycieli stowarzyszenia gwarantują, że ewentualne propozycje regulacyjne zarówno w zakresie zbiórek publicznych, jak i innych przepisów ograniczających dziś rozwój finansowania społecznościowego, nie będą miały charakteru korzystnego jedynie dla wąskiej grupy beneficjentów (jak bywa w przypadku propozycji składanych przez koalicje organizacji pozarządowych), ale będą w pierwszej kolejności kierowały się potrzebą dobrej regulacji i interesem obywateli.

    Podsumowanie

    Wyrok sądu w sprawie portalu histmag.org udowodnił, że zmiana regulacji dotyczących zbiórek publicznych jest konieczna. Istotne, że ta potrzeba została dostrzeżona niezależnie przez różnych aktorów sceny politycznej. Pierwsze propozycje legislacyjne ze strony MAC są bardzo drobnym krokiem, ale w słusznym kierunku deregulacji przepisów. Obecnie potrzebna jest poważna dyskusja nad propozycjami nowych przepisów.

    Dobrym punktem wyjścia do dalszej dyskusji jest przedstawiona na spotkaniu w Kancelarii Prezydenta propozycja założeń do nowej ustawy opracowana przez Forum Darczyńców. Niestety dziś jej inicjatorzy raczej wykluczają możliwość całkowitego usunięcia przepisów o zbiórkach publicznych z porządku prawnego.  Co więcej, ta wizja nie uwzględnia jeszcze wszystkich aspektów ważnych dla rozwoju finansowania społecznościowego w Polsce oraz pozyskiwania środków przez podmioty inne niż organizacje pozarządowe.

    W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem wydaje się prowadzenie prac nad możliwie daleko idącą propozycją deregulacyjną, która kierowała się będzie nie interesem organizacji pozarządowych, ale w pierwszej kolejności zgodna będzie z zawartą w artykule 63 Konstytucji RP zasadą, iż własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności. Szczególnie istotne jest też, by trwające prace dotyczące regulacji zbiórek publicznych, jak innych przepisów ograniczających rozwój finansowania społecznościowego w Polsce były prowadzone równolegle i nie tworzyły dwóch alternatywnych rzeczywistości.  

  • Stanisław Tyszka – biografia

    Stanisław Tyszka urodził się 11 kwietnia 1979 roku w Warszawie. Z wykształcenia jest prawnikiem, absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Na samym prawie nie poprzestał. Studiował też filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim i socjologię na Uniwersytecie Karola w Pradze, a doktorat zrobił w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji. Ma stopień doktora nauk humanistycznych.

    Zanim trafił do polityki, pracował naukowo. Był adiunktem na Wydziale Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji UW. W latach 2011–2012 kierował Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej.

    Od eksperta do wicemarszałka

    W 2012 roku Jarosław Gowin, wtedy minister sprawiedliwości, wziął go na swojego doradcę do spraw deregulacji. Tyszka był współautorem ustawy o deregulacji systemowej. Kiedy Gowin założył Polskę Razem, Tyszka poszedł za nim i wszedł do władz nowej partii. Długo tam nie został – odszedł jesienią 2014 roku.

    Rok później postawił na Pawła Kukiza. W wyborach parlamentarnych w 2015 roku otwierał listę Kukiz’15 i zdobył mandat. Tuż po inauguracji, 12 listopada 2015 roku, Sejm wybrał go na wicemarszałka. Funkcję tę pełnił przez całą VIII kadencję, do listopada 2019 roku. W tym samym roku bez powodzenia kandydował do Parlamentu Europejskiego. Jesienią obronił za to mandat poselski i wrócił na Wiejską na kolejne cztery lata.

    Jako wicemarszałek nie przebierał w słowach. Kiedy w 2017 roku z klubu odszedł Sylwester Chruszcz, Tyszka stwierdził, że człowiek honoru by się tak nie zachował, i dorzucił przysłowie o babie z wozu.

    Rozstanie z Kukizem

    Jesienią 2022 roku, po siedmiu latach, ogłosił odejście z Kukiz’15. Powód podał wprost: Paweł Kukiz i dwaj pozostali posłowie koła zaczęli głosować razem z partią rządzącą. Tyszka oświadczył, że chce dalej budować alternatywę dla PiS i PO, a pomysł startu kolegów z list PiS skwitował krótko: beze mnie. Kukiz uznał tę decyzję za niezrozumiałą.

    Na nowe miejsce nie czekał długo. Kilka dni później zapowiedział wstąpienie do Konfederacji, a niedługo potem dołączył też do jej koła poselskiego. Partyjnie związał się z ugrupowaniem KORWiN, dziś działającym jako Nowa Nadzieja.

    Kolejne mandaty

    W wyborach w 2023 roku wszedł do Sejmu X kadencji z listy Konfederacji. W latach 2023–2024 kierował jej klubem parlamentarnym. W czerwcu 2024 roku wywalczył mandat europosła w okręgu obejmującym Dolny Śląsk i Opolszczyznę. W Parlamencie Europejskim zasiada od 16 lipca 2024 roku i jest współprzewodniczącym grupy Europa Suwerennych Narodów.

    W 2024 roku głośno zrobiło się o jego relacji sprzed czterech lat. Tyszka opowiadał, że razem z Kukizem dostał zaproszenie od Zbigniewa Ziobry, a pośredniczący w spotkaniu Janusz Kowalski wspomniał o możliwości skorzystania z Funduszu Sprawiedliwości. Według Tyszki PiS brakowało wtedy głosów do większości.

    Konfederację sam opisuje jako formację prawicy konserwatywno-narodowo-wolnościowej i mówi, że z jej ludźmi łączy go najwięcej. W sprawach gospodarczych należy do zwolenników niskich podatków, z pomysłem zniesienia PIT włącznie.

    Życie prywatne

    Żoną Stanisława Tyszki jest Małgorzata Pakier. Para ma dwoje dzieci, córkę i syna.