Kiedy w sierpniu 2018 roku papież Franciszek zmienił punkt 2267 Katechizmu i uznał karę śmierci za niedopuszczalną, część katolików zadała proste pytanie: to co obowiązywało przez dwa tysiące lat? Zwolennicy tradycyjnego ujęcia odpowiadają, że prawdziwa nauka Kościoła nigdy nie uznawała tej kary za zło samo w sobie.
Argument z tradycji
Ich wywód zaczyna się od Pisma. Księga Rodzaju mówi, że kto przelewa krew ludzką, ten sam zginie z ręki człowieka. Święty Paweł w Liście do Rzymian pisze, że władza nie na próżno nosi miecz. Święty Tomasz z Akwinu uznawał, że władza publiczna może odebrać życie zbrodniarzowi dla ochrony dobra wspólnego. Podobnie ujmował to Katechizm Rzymski wydany po Soborze Trydenckim, a Innocenty III wymagał od waldensów, którzy wracali do Kościoła, uznania, że władza świecka może wymierzać karę śmierci bez grzechu.
Jeszcze Katechizm z lat 90. dopuszczał ją, choć tylko wtedy, gdy wina była pewna, a inne środki nie wystarczały do obrony ludzi przed napastnikiem. Jan Paweł II zawęził to do przypadków bardzo rzadkich, ale zasady nie odrzucił. Dla tradycjonalistów to ważna różnica. Czym innym jest powiedzieć, że kary śmierci dziś stosować się nie powinno, a czym innym, że jest niedopuszczalna co do zasady.
Co mówi Watykan
Kongregacja Nauki Wiary przekonywała w 2018 roku, że nowe brzmienie to rozwój doktryny, a nie zerwanie z wcześniejszym nauczaniem. Uzasadnienie opiera się na godności osoby, której człowiek nie traci nawet po najcięższej zbrodni, i na tym, że współczesne więziennictwo chroni społeczeństwo i zarazem zostawia skazanemu szansę na nawrócenie.
Tę linię podtrzymuje Leon XIV. W kwietniu 2026 roku nazwał karę śmierci niedopuszczalną i wezwał Stany Zjednoczone do jej zniesienia.
Spór dotyczy więc tego, jak czytać ciągłość nauczania. Tradycjonaliści widzą w zmianie sprzeczność z dawnymi wypowiedziami Kościoła. Jej obrońcy uważają, że Kościół lepiej zrozumiał wymagania Ewangelii i godności człowieka, tak jak wcześniej stało się to na przykład w sprawie niewolnictwa.
Dodaj komentarz